Inspiracje

Inny czyli kto? O psychologicznych mechanizmach niechęci i wykluczenia w grupach i organizacjach

Można powiedzieć, że jedyną ścieżką prowadzącą do spotkania, jest zaangażowanie; zaangażować się znaczy przylgnąć do pofałdowań innego, wejść w jego rytm. Tylko zaangażowanie pozwala zrozumieć, a podmiot który czuje się nierozumiany przez innego, nie dowie się niczego o tym innym i od tego innego [1].

Inny we mnie

Zwykle myślimy o sobie, że jesteśmy tolerancyjni i otwarci. Oczywiście znamy TAKICH, którzy NIE są aż tak tolerancyjni, jak my. Oni są INNI. Są też TACY, którzy są zbyt tolerancyjny. Oni też są INNI. Problem braku otwartości i nietolerancji wygodnie jest ulokować poza sobą, i uznać, że nas nie dotyczy. Temat staje się szczególnie trudny i niewygodny wtedy, gdy muszę przyznać, że bywają takie momenty, w których to JA staję się osobą nieakceptującą i nietolerancyjną.

I jest to problem, który dotyczy nas wszystkich – każdy nosi w sobie własny, nie zawsze uświadomiony obszar braku tolerancji dla inności: zbiór charakterystyk, które są znajome, a więc przyjazne i pożądane oraz przestrzeń, która poza ten zbiór wykracza, wywołując w nas niepokój, a nawet lęk. Dla każdego oczywiście jest to obszar definiowany inaczej, dotyczący innych sfer życia, osobowości, wyglądu, zachowania. To, w jaki sposób radzimy sobie w tym obszarze, będzie miało znaczenie dla nas osobiście, dla ludzi, z którymi mamy do czynienia, ale też dla grup i organizacji, w których działamy. Te zagadnienia są ze sobą ściśle powiązane.

Zakładam więc, że każdemu z nas zdarzają się  momenty, w których faktycznie mamy poczucie, że wyzwanie związane z innością, niezgodnością poznawczą, z doświadczeniem obcości, jest ogromne. Każdy ma w sobie taki obszar inności, z którym potrzebuje się zmierzyć, choć sfera ta dla każdego z nas będzie inna. Chciałabym, żeby było to dowodem na tezę, że dla każdego z nas temat inności jest wyzwaniem. Oglądałam kiedyś zdjęcia kobiet, przygotowane przez niemiecką fotografkę Nienke Klunde w ramach projektu The Community 2003 – 2005. Oglądając je zadawałam sobie pytanie, z którą z przedstawionych osób miałabym ochotę dzielić bliską przestrzeń, a z którą niekoniecznie (np. wspólne podwórko, bycie na wspólnych wakacjach albo żeby ta osoba była członkiem zespołu, w którym pracuję). Co stanowiłoby wyzwanie? Co byłoby oczywiste? Z którą z tych osób byłabym gotowa spotykać się codziennie i dzielić swoje doświadczenie? Zapraszam Państwa do tego eksperymentu (www.nienkeklunder.com/project.php?section_project_id=51). Poszukajmy momentu, w którym szczególnie łatwo albo szczególnie trudno zaakceptować czyjąś inność. W ten sposób każdy może, przynajmniej pobieżnie zdefiniować sobie swojego „innego”, czyli taki obszar, którego zaakceptowanie stanowiłoby prawdziwe wyzwanie – konieczność poradzenia sobie ze swoimi emocjami, znalezienia sposobu na bycie w relacji. Jeśli zaangażowali się Państwo w ten eksperyment, spójrzmy teraz na swoje postaci – tą wybraną i tą odrzuconą. To są zdjęcia tej samej osoby. To jest ta sama osoba. Dokładniej mówiąc, wszystkie zdjęcia przedstawiają autorkę, która stylizuje siebie na różne sposoby, by eksplorować zagadnienie tożsamości. Fotografka w zamierzeniu eksponuje nas na różnorodność i bada, w jaki sposób reagujemy na siebie w przestrzeni społecznej.

Jak brzemienne w skutkach byłoby podejmowanie decyzji, z jaką osobą współpracujemy lub z jaką chcemy lub nie chcemy zamieszkać – w oparciu o zewnętrzny wizerunek i założenia, które na jego podstawie przyjmujemy? Skąd tak naprawdę bierze się nasze przeświadczenie o tym, że bliższy kontakt z daną osobą będzie doświadczeniem dobrym, lub wręcz przeciwnie – fatalnym? W takiej sytuacji, jak się wydaje, znacznie większy wpływ na decyzję o nawiązaniu relacji lub utrzymaniu dystansu mają nasze stereotypowe wyobrażenia, przekonania i projekcje, słowem nasz świat wewnętrzny, niż obiektywne fakty i to, kim dana osoba rzeczywiście jest.

Inni wokół

Stykając się z „innym” bardzo często posługujemy się uproszczeniem, używając stereotypów. Mechanizm stereotypizacji pokazuje, w jaki sposób przekonania dotyczące różnych grup społecznych wyróżnionych na podstawie jednej cechy, są tworzone i utrwalane w społeczeństwie. W jaki sposób ludzie są skłonni przypisywać pewne cechy charakteru osobom pełniącym daną rolę, jednocześnie pomijając to, że obserwowane zachowania wynikają z pełnionej roli, a nie z osobowości tego konkretnego człowieka lub jego czy jej przynależności do grupy. Stereotypizacja ze wszech miar pełni w myśleniu funkcje ekonomiczne. Ułatwia nam poruszanie się w skomplikowanym i wielowymiarowym świecie – nie musimy za każdym razem prowadzić rozpoznania na nowo – sięgamy po gotowe wzorce i etykiety. Automatyzm stereotypizacji zwalnia nas z refleksji. Wszystko to sprawia, że łatwiej nam odnaleźć się w naszej coraz bardziej złożonej rzeczywistości – łatwiej nam grupować ludzi według stereotypów, które mamy wdrukowane, niż wykonywać za każdym razem skomplikowaną pracę umysłową związaną z poznawaniem i badaniem wartości każdej nowo poznanej osoby. Pozytywnym aspektem tego mechanizmu jest to, że uwalnia zasoby naszego mózgu do działania w innych obszarach. Wspomaga dziedziczenie wiedzy i przekonań o świecie oraz korzystanie z doświadczeń innych członków społeczności. Wzmacnia też poczucie tożsamości grupowej i, co za tym idzie, zwiększa poczucie przynależności i bezpieczeństwa.

Artykuł opublikowany został w czasopiśmie „Personel i Zarządzanie”. Cały artykuł dostępny jest na stronie Wydawcy Infor.pl:  personel.infor.pl

[1] Albert Ciccone (2001) Enveloppe psychique et fonction contenante: modèle et pratiques. Cahiers de psychologie clinique, 17(2), 81-102

Autor

Iwona Sołtysińska

Dyrektor ds. Rozwoju, konsultant organizacji, trener, coach, facylitator

Skontaktuj się z nami

Aneta Marek

Konsultant ds. projektów rozwojowych, menedżer procesu sprzedaży

514 206 346
Napisz do nas
Skontaktuj się z nami